setTimeout(“ga(‘send’, ‘event’, ‘read’, ‘20 seconds’)”,20000);

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE W OSTATNIM TYGODNIU

środa, 13 sierpnia 2014

"Siedliśmy z pilotem i zaczęliśmy płakać..."

Konsekwentnie realizuje swoje marzenia i pnie się po szczeblach sportowej kariery. Jego największym marzeniem jest start w Mistrzostwach Świata, a za wzór stawia sobie Krzysztofa Hołowczyca.
Rozmowa z obecnym liderem Rajdowego Pucharu Polski, kierowcą Ściepa Rally Team - Hubertem Paliderem.

fot/Paweł Szarzyńki

Hubert, startujesz w Rajdowym Pucharze Polski, obecnie jesteś jego liderem. Wygrałeś w Arłamowie, w Rzeszowie, byłeś drugi w Rajdzie Świdnickim. Czy to Twój najlepszy sezon w karierze?

HP: Zdecydowanie tak. Jest to mój drugi sezon w Rajdowym Pucharze Polski . Pierwszy miał miejsce w 2011 roku wtedy trochę brakowało budżetu i doświadczenia jeśli chodzi o przygotowanie auta. Na sześć startów mieliśmy sześć awarii, zawsze coś nie grało, zawsze było coś nie tak. Zrobiliśmy sobie dwa lata przerwy. Teraz zdecydowanie bardziej profesjonalnie podchodzimy do tego sportu. Rajd Arłamów udało się wygrać bez żadnych przygód, Świdnica też była ok. Na Jeleniej Górze niestety mieliśmy małą awarię, która była spowodowana przemęczeniem materiału. Śruba, która trzyma silnik pękła, wskutek czego spadł wąż od chłodnicy, przegrzał się silnik i byliśmy zmuszeni wycofać się z rajdu.
Cel na bieżący sezon to utrzymanie pierwszego miejsca. Zostało cztery rajdy. Przy wygraniu trzech, czwarty możemy odpuścić. Rajdowy Puchar Polski liczy się tak, że na dziewięć rajdów do klasyfikacji końcowej brane jest sześć najlepszych wyników. My dwa wygraliśmy, raz byliśmy drudzy, więc teraz jakby się udało powtórzyć to samo, to możemy być spokojni o miejsce. Rajdy to jednak tak ciekawy sport, że nic nie da się przewidzieć. Sekunda, jedna śrubka i wszystko na co się ciężko pracowało idzie w kosz. Liczymy na to, że na pozostałe rundy uda nam się przygotować samochód i że zawsze będziemy mieli dopięty budżet.

Jak Twoje wrażenia po Rajdzie Rzeszowskim? Można powiedzieć, że jechałeś u siebie.

HP: Rajd Rzeszowski udało się wygrać zarówno w klasyfikacji generalnej jak i w swojej klasie. Przy trasie było mnóstwo kibiców i znajomych, za co bardzo serdecznie chciałbym im podziękować. Doping był tak mocny, że nie pozostawili nam żadnej innej opcji oprócz wygranej.

Jak wcześniej wspominałeś, przed Tobą jeszcze cztery rundy Rajdowego Pucharu Polski. Czy zobaczymy Cię na wszystkich trasach?

HP: Niedługo kolejna runda - Rajd Wisły. Zostało do niej trzy tygodnie. Do wtorku 19 sierpnia musimy opłacić wpisowe którego jeszcze nie mamy.
Bardzo bym chciał pojawić się na wszystkich rundach, niestety problemy finansowe dają się we znaki. Cały czas trwa walka. Rozmawialiśmy wczoraj, przedwczoraj o pomocy finansowej i tak naprawdę pozostaje nam tylko cierpliwie czekać. Nie jest to tani sport, a więc tych rozmów prowadzimy bardzo dużo. Zazwyczaj są to małe kwoty od większej ilości podmiotów.
Cały czas walczymy, chcielibyśmy pojawić się we wszystkich rajdach do końca sezonu.

Rajdy to kosztowny sport. Bez sponsorów nie miałbyś możliwości startów. Sami poszukujecie ofiarodawców?

HP: Na chwilę obecną sami. Nie mamy menedżerów rajdowych. Do chwili obecnej udaje nam się skutecznie działać, jednak jest to bardzo ciężkie zajęcie. W dodatku trzeba to wszystko pogodzić z pracą i zajęciami dnia codziennego. W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim, którzy nam do tej chwili pomogli. Naszym sponsorom, ale również rodzinie, znajomym i przyjaciołom, na których zawsze możemy liczyć i nie raz dorzucali się do naszych startów.

Wróćmy do przeszłości. Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z rajdami?

HP: Na pierwszym wyścigu byłem w 1994 roku, miałem wtedy 6 lat. Był to wyścig górski w okolicach Nowego Sącza. Pasja zaczęła się rozwijać, oglądałem rajdy w telewizji, w późniejszym okresie zacząłem jeździć na odcinki ze znajomymi, z rodziną.
Później egzamin na prawo jazdy, a dwa miesiące po otrzymaniu uprawnień, miałem pierwszy start „maluchem”. Na poważnie wszystko się zaczęło jakieś osiem lat temu, a w Rajdowym Pucharze Polski cztery lata temu wystartowałem po raz pierwszy.

fot/Paweł Szarzyński

Jako młody chłopak z powodzeniem grałeś w drużynach młodzieżowych Wisłoki Nowy Żmigród. Co zaważyło na tym, że wybrałeś rajdy, a nie futbol?

HP: Piłka nożna to było marzenie małego chłopca, który zawsze chce grać w piłkę, zawsze próbuje. Ciągnęło mnie jednak w stronę motoryzacji i wybrałem akurat dyscyplinę z nią związaną . W piłkę dalej kopię, lubię się poruszać. Wiadomo, kondycja fizyczna jest bardzo ważna w każdym sporcie. Zawsze jednak wybieram rajdy i tam staram się osiągać jak najlepsze wyniki.

Poprzez odnoszone sukcesy coraz częściej można usłyszeć Twoje nazwisko w mediach w całym kraju. Czy ciężko było dostać się chłopakowi z Nowego Żmigrodu do miejsca, w którym teraz się znajdujesz?

HP: Nie było łatwo i nie jest łatwo, zwłaszcza w naszym regionie gdzie mieszkamy, gdzie żyjemy. Jest bardzo mało firm. Zazwyczaj środki na marketing mają firmy duże, korporacje z ogromnym budżetem. U nas takich firm nie widać i zapewne długo widać nie będzie, dlatego podwójnie było ciężko. W tej chwili szukamy pomocy w Rzeszowie, w Krakowie, w Warszawie. Szukamy w całej Polsce, bo w Jaśle o pozyskanie sponsorów jest bardzo trudno.
To, że jesteśmy gdzieś na stronach internetowych, w radiu, w telewizji bardzo pomaga, aczkolwiek nie jest to argument decydujący przy znalezieniu potencjalnego sponsora.

Często na drodze do startu w rajdzie staje Ci awaria samochodu. Już kilka razy wycofywałeś się, bo zawiódł sprzęt. Co czujesz, kiedy jesteś zmuszony oddać bez walki punkty rywalom?

HP: To bardzo boli. Zazwyczaj awarie nie brały się z mojej winy, tylko z braku budżetu. W częściach rajdowych jest tak, że każda część ma swoją żywotność. 300 kilometrów na tym, 500 na tym, 1000 na tym i tak dalej. Jeśli się nie ma pieniędzy, to zawsze się myśli „A, może ta część wytrzyma jeszcze jeden rajd, może jeszcze dwa kilometry”. Kończy się zazwyczaj tak, że nie wytrzymuje, bo to są bardzo wielkie przeciążenia. Tak naprawdę nic nie możemy w takiej sytuacji zrobić. Ból jest straszny. Inwestuje się przecież duże pieniądze. Wspomnę Rajd Dolnośląski: jedziesz przez całą Polskę, a przejeżdżasz kilometr i większość czasu siedzisz na poboczu i patrzysz jak rywale się ścigają. To jest taki sport. Bez pewnego budżetu trzeba siedzieć w domu i jakoś próbować zdobyć fundusze, żeby startować.

Który rajd wspominasz najmilej, a o którym chciałbyś zapomnieć?

HP: Najlepiej jak do tej pory wspominam Rajd Rzeszowski, który odbył się w miniony weekend. Był to jedyny rajd, który od przygotowań do samego końca szedł po naszej myśli. Wszystko grało, wszystko szło w tempo, nie było żadnych problemów.
Na innych rajdach jest zawsze tak, że we czwartek o drugiej w nocy wychodzę z garażu, a o szóstej rano jedziemy już na zapoznanie z trasą. Teraz auto w poniedziałek było gotowe, przejechaliśmy testy, po których było jedynie delikatne sprawdzenie auta .
23 Rajd Rzeszowski zostanie nam na długo w pamięci zwłaszcza, że jeden z odcinków odbywał się 30 kilometrów od domu, także ilość naszych kibiców była porażająca. Wszyscy machali, krzyczeli, wiele osób cieszyło się z naszego sukcesu.
Najgorzej wspominam Rajd Dolnośląski sprzed trzech lat. Po całym sezonie awarii i braków w budżecie pojechaliśmy na rajd, który odbywał się 700 kilometrów od Nowego Żmigrodu.
Wtedy był to rajd dwudniowy. Przez dwa dni przejechaliśmy około kilometra... W jeden dzień auto przejechało 500 metrów, w drugi może z dwieście metrów więcej. Awarii uległy bardzo kosztowne części. Był to ostatni rajd w sezonie. Po nim siedliśmy z pilotem i zaczęliśmy płakać. Powiedzieliśmy sobie, że nigdy nie wrócimy, że szkoda naszych nerwów. Jak widać udało się wytrzymać tylko dwa lata. Powrót jest dość „konkretny” i wszystko zaczyna wyglądać tak jak powinno.

Nie osiągnąłbyś swoich sukcesów bez pilota Mateusza Fortuny, który prowadzi Cię w każdym rajdzie. Jak zaczęła się wasza współpraca?

HP: Z Mateuszem znamy się dość długo, bo jeszcze od startów „maluchem”. Co prawda nie jeździł ze mną, bo próbował swoich sił jako kierowca, ale dość szybko zrozumiał że siedzenie na prawym fotelu jest trochę mniej kosztowne (śmiech) i wybrał tą opcję. Ja startowałem z moim kolegą ze studiów Wieśkiem Orlińskim. Pierwsze kroki w zdobywaniu licencji stawiałem właśnie z Wieśkiem. Później Mateusz wydał mi się osobą bardziej doświadczoną. Kiedy ja zdobywałem licencję on już jeździł z kierowcami z Pucharu Polski i ich pilotował. Miał wielu kierowców, także od każdego, wyniósł coś dobrego, co przekazał mi.
Z tego co mówi, wreszcie wiozę go takim tempem, jakiego oczekiwał, także myślę, że udało nam się połączyć nasze pozytywne cechy.
Najważniejsze jest zaufanie do pilota. Na przykład za szczytem mamy zakręt lewy, on mi dyktuje prawy, wiemy co się dzieje dalej... Ja przy dwustu na godzinę muszę mieć pewność, że pilot się nie pomyli, że dyktuje akurat ten zakręt, który ma być. Chemia między kierowcą, a pilotem jest ważna. My to mamy, nie kłócimy się, nie robimy wielkich błędów i to procentuje.

Rajdy samochodowe nie są najpopularniejszą dyscypliną sportową w naszym regionie. Być może za Twoim przykładem młodzież zainteresuje się tematem i zechce spróbować swoich sił na trasach. Jakie rady dla młodych rajdowców ma lider Rajdowego Pucharu Polski?

HP: Bardzo bym chciał, żeby rajdy „ruszyły” u nas w regionie, żeby to zaczęło żyć. Widać wzrost zainteresowania sportami motorowymi, jest coraz więcej imprez okręgowych – tych tańszych imprez, które można jeździć normalnym samochodem, z normalnym prawem jazdy.
Moja rada dla młodych? Najczęściej trenujcie zimą. Oczywiście na zamkniętych i zabezpieczonych placach. Nie róbcie tego na drogach, bo się po prostu nie da. Drogi są przeznaczone dla ruchu ogólnego i nie można narażać innych i siebie na niebezpieczeństwo. Jazda rajdowa jest jazdą na granicy, a po normalnej drodze nie da się tak jechać, bo zawsze nas coś może zaskoczyć.
Gdyby ktoś był bliżej zainteresowany tematem, służę radą, podpowiedzią, wystarczy się odezwać, a wytłumaczę, podpowiem.

fot/RallyNews

Za Tobą już kilkadziesiąt rajdów. Czy wydarzyło Ci się podczas startu coś niecodziennego, niespodziewanego?

HP: Na Rajdzie Świdnickim w tym roku przy dwustu na godzinę, na spadaniu do jakieś miejscowości, zobaczyłem mężczyznę który trzymał olbrzymiego konia (śmiech).
Trzymał ogromnego konia na poboczu, a my mijaliśmy go z prędkością dwieście na godzinę! Mówię do Mateusza „Patrz koń! Nie uwierzysz!”, a on „Skup się na jeździe, jaki koń?!”. Mój pilot był tak skupiony, że nie zobaczył zwierzęcia. Dopiero na nagraniu z kamery widział co go ominęło, bo do końca nie wierzył, że on tam rzeczywiście był. To była bardzo niecodzienna, śmieszna, ale i niebezpieczna sytuacja.

Kto jest Twoim sportowym idolem?

HP: Od zawsze mam dwóch idoli, a są nimi Colin Mcrae i Krzysztof Hołowczyc.
Hołowczyc - postać, która jeździ do dziś. Już leciwy pan, a jeszcze nie jednemu młodemu pokaże fajne tempo. Do tego jest osobą bardzo medialną, co jest rzadkością w rajdowym świecie. Rajdowcy są zazwyczaj zamkniętymi osobami, które nie udzielają się za wiele. W tym przypadku jest zupełnie inaczej. Przykładowo oglądasz „Pytanie na śniadanie” - jest Hołek i gada o tym, czy o tamtym. Facet ma dar nie tylko do jazdy, ale i do promowania samego siebie.

Czego Ci życzyć na przyszłość? Jakie jest Twoje największe sportowe marzenie?

HP: Takie odległe marzenie to jest pojechać rajd w Mistrzostwach Świata. A takie przyziemne marzenie, które myślę, że spełnię i chciałbym bardzo je zrealizować to wygrana rajdu w Mistrzostwach Polski. Nie mówię o całym sezonie, bo cały sezon to są ogromne pieniądze, tylko jeden rajd. W sumie nawet nie musiałbym go wygrać, chciałbym go pojechać tylko dobrym samochodem z górnej półki. Przejechać go, żeby móc zobaczyć różnice samochodu klasy niskiej z autem do wygrywania.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia!



rozmawiał Dariusz Kmiecik


Zapraszam do odwiedzenia Facebook'owego profilu załogi Ściepa Rally Team

4 komentarze:

  1. Młody człowiek, a z takim uporem prze do celu. Życzyć mu należy wytrwałości i szczęścia, życzliwych i zamożnych sponsorów i wielu przyjaciół :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hubert wydaje się być fajnym, pozytywnym gościem. Życzę mu wszystkiego najlepszego. Oby mu się spełniły marzenia. Trochę się urodzinowo zrobiło ; )
    Swoją drogą świetna nazwa teamu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hubert wydaje się być fajnym, pozytywnym gościem. Życzę mu wszystkiego najlepszego. Oby mu się spełniły marzenia. Trochę się urodzinowo zrobiło ; )
    Swoją drogą świetna nazwa teamu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety w tym sezonie nie zobaczymy Huberta na trasach rajdowych w Polsce... Nie zdołał znaleźć sponsorów. Miejmy nadzieję, że mimo wszystko jeszcze o nim usłyszymy!

      Usuń