setTimeout(“ga(‘send’, ‘event’, ‘read’, ‘20 seconds’)”,20000);

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE W OSTATNIM TYGODNIU

wtorek, 15 września 2015

"Chcę się rozwijać, poszerzać horyzonty, zdobywać nowe, cenne doświadczenie..." - Szymon Sanocki specjalnie dla RomanOwo

Jest najmłodszym sędzią piłkarskim w okręgu Krosno, a być może również w Polsce. Kocha to co robi i chce łączyć z tym swoją przyszłość. W wywiadzie dla RomanOwo mówi o swojej pasji i wszystkim co z nią związane. Panie, panowie przed Wami 15-letni Szymon Sanocki!

Szymon Sanocki w akcji fot/facebook.com



Każdy młody chłopak marzy o wielkiej karierze piłkarskiej. Ty w bardzo młodym wieku rozpocząłeś przygodę z sędziowaniem. Skąd wziął się pomysł na właśnie takie spędzanie czasu i czym dla Ciebie jest sędziowanie?

Szymon Sanocki: Pomysł zrodził się nagle… Jak większość chłopaków w moim wieku grałem w piłkę, na jednym z meczów byłem kontuzjowany, a że sędzia tamtego spotkania potrzebował  klubowych, to o pomoc poprosił mnie. Potem samo ruszyło. Sędziowanie jest dla mnie chwilą oderwania się od szarej rzeczywistości, takim porywem w totalnie inny świat. Gdy wychodzę na boisko z gwizdkiem czy z chorągiewką, jestem innym człowiekiem. Człowiekiem robiącym to co kocha i to co sprawia mu tak wielką, niewątpliwą przyjemność.

Możemy Cię zobaczyć na boiskach w okręgu krośnieńskim, a pochodzisz z Rzeszowa. Jak to się stało, że sędziujesz w naszej okolicy?

SS: Mam jedną, niepisaną zasadę. Obiecałem sobie, że mimo tego, iż wiele było osób w moim mieście, które obrabiały mnie za plecami, żadnej z nich nie wymienię. Napiszę po prostu: tak wyszło, tu jest mi lepiej, tu doceniają ludzi z pasją. Nikt nie dał mi nic na tacy. To, że jestem tu gdzie jestem osiągnąłem sam.

Nie masz jeszcze prawa jazdy. Jak radzisz sobie z pokonywaniem odległości z Rzeszowa na mecze?

SS: Droga Rzeszów-Krosno jest dość prosta do pokonania. Busy firmy Marcel jeżdżą średnio co 30 minut, także to naprawdę nie jest absolutnie żaden problem.. Później największą rolę pełni komunikacja z innymi sędziami, sposób umówienia się z kimś na mecz. Ja najczęściej telefonicznie kontaktuje się z sędziami, z którym będę miał okazję gwizdać na weekendzie i umawiamy się w jakimś konkretnym miejscu.

Jak odbiera Cię sędziowskie środowisko? Jesteś przecież najmłodszym sędzią nie tylko w Krośnie, ale i na podkarpaciu, a może nawet w kraju.

SS: W Krośnie? Mega, mega pozytywnie. Takich ludzi jakich spotkałem w Krośnie po prostu trzeba szukać ze świecą. Przede wszystkim dla nich również jest to coś w rodzaju pasji, zabawy i zamiłowania, a nie sposób na łatwy zarobek. Czy jestem najmłodszy w Polsce? Szczerze nie wiem i jakoś nie przywiązuję do tego zbyt dużej wagi. W końcu to nie jest ważne ile sędzia ma lat. Ważne jest to jak sędziuje. Szkoda, że niektórzy tego nie rozumieją… Dlatego też popieram akcję zainicjowaną przez polskiego sędziego międzynarodowego Rafała Rostkowskiego „Pozwólmy dzieciom sędziować legalnie”.


Czy pamiętasz swój pierwszy mecz jaki sędziowałeś?

SS: Do Rzeszowa nie wracam - to rozdział zamknięty, postawiona kropka, a nie znak zapytania. Pierwszy mecz w Krośnie pamiętam bardzo dobrze. To było spotkanie trampkarzy OKS Markiewicza – Guzikówka na Bursaki. Sędziowałem wtedy ze Sławkiem Kiełtyką. Byłem trochę zestresowany, bo zawsze to coś nowego, ale wydaje mi się, że nie było źle.

Kibice nigdy nie oszczędzają sędziego. Czy zdarzyło Ci się “oberwać” po uszach od sympatyków drużyn którym prowadziłeś zawody?

SS: Zgadza się. Kibice nie oszczędzają żadnego sędziego. Ba! Są tacy, którzy na mecz przychodzą tylko po to, aby podocinać piłkarskim rozjemcom. Dziś (13.09.2015r.) miałem mecz w Niebieszczanach i był to podręcznikowy przykład B-klasowego piekła. Mnie jednak cieszy to, że w tym ogniu „sędzia… (każdy wie co dalej)” są i pochwały skierowane w moim kierunku. Skupiam się na takich rzeczach, bo to one mnie budują i powodują, że kocham życie z gwizdkiem jeszcze bardziej!



Twój sędzia - idol to?

SS: Naprawdę dużo trzeba wymieniać. Tu w Krośnie to zdecydowanie Pan Tomek Jagieła, no i oczywiście człowiek wielu zadań, jedyny w swoim rodzaju mój wzór, idol i mentor Piotr Mroczka. Jeżeli chodzi o polskich, topowych sędziów to Rafał Rostkowski i mój imiennik Szymon Marciniak. Jednak moim idolem kompletnym jest kapitalny Portugalczyk – Pedro Proensa. Tu warto również nadmienić, że moim idolem nie-sędzią jest św. Jan Maria Vianney, który stwierdzeniem „nie zabijaj pasji w człowieku” spowodował, że wiem, co chcę w życiu osiągnąć.

300-tu DarkDent. Mówi Ci coś ta nazwa?

SS: 300-tu DarkDent to niestety również rozdział zamknięty. Nazywając Rzeszów rozdziałem zamkniętym nie mrugnąłem okiem. Patrząc jednak na powyższe zdanie o 300-tu jest mi przykro, że musiałem zostawić to, na co tyle wspólnie włożyliśmy siły. 300-tu miało być zmontowane tylko na jeden turniej, a wyszło jak wyszło. Spotkałem tam świetnych ludzi, którzy podobnie jak i ja kochają to co robią i co najważniejsze sprawia im to przyjemność. Żal mi tylko, że droga Rzeszów-Krosno liczy aż 60 kilometrów. Dałbym wiele, żeby kiedyś, na jakimś wolnym od sędziowania weekendzie znów spotkać się na jakimś turnieju i po raz wtóry odprawić wszystkich z kwitkiem. Pozdrowienia dla przyjaciół z 300-tu i Tytana Rzeszów!

Jakie są Twoje plany na przyszłość?

SS: Tu również trzeba dużo wymieniać. Chcę się rozwijać, poszerzać horyzonty, zdobywać nowe, cenne doświadczenie i przede wszystkim w jakiś sposób odwdzięczyć się ludziom, którzy mi pomogli.

Dziękuję za poświęcony czas i życzę powodzenia.

Zachęcam do odwiedzenia bloga prowadzonego przez Szymona 

1 komentarz:

  1. Oby poszedł w ślady sędziów z Jasła lub Brzozowa bo jak jeśli pójdzie w ślady tych z krosna to będzie dno i wodorosty powodzenia młody !

    OdpowiedzUsuń