setTimeout(“ga(‘send’, ‘event’, ‘read’, ‘20 seconds’)”,20000);

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE W OSTATNIM TYGODNIU

czwartek, 21 września 2017

Puchar Polski, czyli przekleństwo maluczkich

O tych rozgrywkach pisałem już dużo. Lubię Puchar Polski za to, że daje szansę wejścia na prawdziwe piłkarskie salony tym najmniejszym. Niespodzianki, czy mecze życia są w tych rozgrywkach na porządku dziennym. Dlaczego jednak kluby z niższych lig są tak niechętne do gry w Pucharze? Dlaczego tyle meczów oddawanych jest walkowerem?

Co najbardziej "boli" nasze kluby z klas A i B?




  1. TERMIN Grając amatorsko w piłkę terminy meczów w tygodniu są bezsensowne. Mało którą drużynę stać, żeby zebrać się w pełnym składzie, nie mówiąc już o optymalnym zestawieniu na przykład w środowe popołudnie. Tutaj jednak należy odpuścić temat, bo innego terminu przez wzgląd na ligi wygenerować się po prostu nie da.
  2. KOSZTY Każdy mecz pucharowy wiąże się z dodatkowymi kosztami, które są porównywalne z kosztami meczu ligowego, a nawet mogą być większe! Tak, tak. Niedawno miałem telefon od jednego z działaczy klubowych, który skarżył się, że sędziowie za puchar skasowali go więcej, niż za ligę. Kluby wiążą ledwo koniec z końcem, więc nie ma się co dziwić, że odpuszczają, by zaoszczędzić. W meczu pucharowym rozgrywanym na wyjeździe dochodzą koszty transportu. Pal licho jeżeli piłkarze dojeżdżają swoimi samochodami. Gorzej, jeśli podróżują busem, wtedy z klubowej kasy znika kolejnych kilka stówek. Decydując się na grę w Pucharze, klub musi przewidzieć sytuację, kiedy to trafi na Karpaty Krosno, Czarnych Jasło, czy Ekoball Sanok, czyli zespoły, z solidnym kibicowskim zapleczem. Gra z potentatami na długo zapadnie w pamięci zawodników i miejscowych kibiców, ale uszczuplenie kasy o wydatki na ochronę, może w niedługim czasie odbić się czkawką.
  3. GRA O PIETRUSZKĘ Tylko finaliści Pucharu mogą liczyć na bonusy w postaci nagród finansowych. Reszta drużyn odpadając we wcześniejszych fazach, najprościej mówiąc - jest w plecy. Nie wątpię w ambicję ani piłkarzy, ani tym bardziej działaczy naszych klubów, ale narażanie drużyny na straty tylko po to, żeby zagrać (i najpewniej dostać baty) z Karpatami żadnemu rozsądnemu prezesowi się nie kalkuluje. Oczywiście są wyjątki, jak chociażby półfinaliści obecnych rozgrywek z Targowisk i Jedlicza, ale po pierwsze są oni przedstawicielami okręgówki, a więc przystąpili do pucharu z urzędu, po drugie jako takie zaplecze tak sportowe, jak i finansowe posiadają. 
Chwała wszystkim drużynom, które chciały grać, mimo iż nie musiały. Brawo dla Szarotki Nowosielce, która dotarła aż do ćwierćfinału. Fajnie, że w finale zagra ktoś z dwójki Nafta Jedlicze - Partyzant Targowiska, przełamując tym samym hegemonię "ligowców". 
Szkoda, że do tej pory zanotowaliśmy aż 5 meczów oddanych walkowerem. To, co daje do myślenia to to, że 3 spośród 5 walkowerów jest udziałem drużyn z okręgówki, które grać w pucharze musiały...

Macie jakieś pomysły na uzdrowienia Pucharu? Sugestie i opinie mile widziane.


1 komentarz:

  1. Grać przed ligą końcem lipca zamiast sparingów, a sędziowie w ramach szkoleń mogliby sędziować za dojazd. Tak jest w sąsiednim okręgu gorlickim i nikt nie narzeka, gra dużo drużyn...

    OdpowiedzUsuń