setTimeout(“ga(‘send’, ‘event’, ‘read’, ‘20 seconds’)”,20000);

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE W OSTATNIM TYGODNIU

czwartek, 28 grudnia 2017

"Perełki" wyplute przez Ekstraklasę

Nasza liga jest bardzo specyficzna. Ciężko wypatrzeć w niej prawdziwą piłkarską perłę, choć i takie się zdarzają. Nie ma co ukrywać - Ekstraklasa jest słaba. Daleko jej do czołówki europejskich lig i śmiało można powiedzieć, że należy do słabszej części średniaków.
Zagraniczni piłkarze przychodzący grać w piłkę do Polski kierują się różnymi pobudkami. Jedni transferują się żeby dobrze zarobić (bo w Ekstraklasie płaci się nieadekwatnie do jej poziomu), inni żeby odbudować formę po zachodnioeuropejskich niepowodzeniach, dla jeszcze innych gra u nas jest szansą wypromowania się do silniejszej ligi.

Florian Bejan (biała koszulka) odszedł z Cracovii do Astry Giurgiu



Dziś poruszam temat zagranicznych piłkarzy, którzy od polskiej ligi się odbili, a o dziwo po odejściu grają całkiem przyzwoicie, czy nawet nad podziw dobrze.
Mimo iż klimat u nas niesprzyjający, to ananasów ci tutaj dostatek, a każde kolejne okienko transferowe dostarcza kolejnych kopaczy pokroju Chima Chukwu. A co sprawia, że dobrzy piłkarze, którzy swoją jakość potwierdzają dopiero po opuszczeniu Ekstraklasy u nas kopią się po czole? Odpowiedź na to pytanie pozostawię Wam...

Pod lupę wziąłem piłkarzy, którzy opuścili Ekstraklasę przed sezonem 2017/2018. Tych, po których nikt miał nie płakać...

TOMAS NECID (Czechy) Legia Warszawa -> Slavia Praga

Ściągając piłkarza z tak bogatym CV, należało dużo wymagać. 44-krotny reprezentant Czech w swojej karierze kilka klubów zwiedził, jednak ligi w jakich grał do ogórkowych nie należą. 109 meczów i 30 goli w CSKA Moskwa, czy raczej nieepizodyczne pobyty w Zwolle i Bursasporze mogą robić wrażenie. W Legii Necid zawiódł całkowicie. Do Warszawy przybył w celu odbudowania się po długiej przerwie związanej z kontuzją, ale pobytu na Łazienkowskiej miło wspominał nie będzie. Dostawał mało szans (łącznie 8 występów we wszystkich rozgrywkach, 1 gol), ale nie ma się co dziwić, bowiem kiedy już pojawiał się na murawie, wyglądał jak przysłowiowa kłoda. Niemrawy, ociężały, wolny... Typowe drewno. W Legii pożegnano go bez żalu, a sam zawodnik postanowił wrócić do ojczyzny, by wspomóc mającą spore aspiracje Slavię Praga. I co? I nie poznajemy wysokiego napastnika. W swoim nowym - starym klubie Necid gra, a co więcej strzela gole. I to nie tylko w czeskiej lidze, ale nawet w Lidze Europy. Nieprawdopodobny progres! Czech w obecnym sezonie rozegrał dla Slavii 17 spotkań, strzelając 8 bramek. Niezły dorobek...

SADAM SULLEY (Ghana) Legia Warszawa -> MFK Zemplin Michalovce

Kolejny przedstawiciel Legii w zestawieniu. Okrutnie wyśmiewany napastnik, z którego jeszcze kilka miesięcy temu szydziła cała piłkarska Polska, przeniósł się na wypożyczenie na południe do słowackich Michaloviec i powoli zamyka usta krytykom. "Potencjalny gladiator"* nie zdążył zadebiutować w pierwszej drużynie Legii. Ba, słabo wychodziło "szlifowanie brylantu"* nawet 
w trzecioligowych rezerwach, gdzie snajper zagrał 14 razy i zdobył nawet gola. Po przenosinach Ghanijczyk pokazuje się (ku zaskoczeniu wielu w tym moim) z dobrej strony. Jeśli gra, to raczej 
w pełnym wymiarze, a i do siatki w 14 występach udało mu się 3 razy trafić, jakiś więc potencjał ten nasz "brylant"* ma. 21-latek piłkarzem wszech czasów Legii nie zostanie. Wątpię, czy ma predyspozycje żeby zostać nawet solidnym zmiennikiem, jednak to, że przebił się (jak by nie było) w najwyższej lidze Słowcji daje nadzieję, że kwota jaką Mistrz Polski przeznaczył na ściągnięcie 
(2 mln złotych) i utrzymanie (400 tys. złotych/rok) Sulleya, zwróci się w jakimś procencie, bo zarobić na nim się po prostu nie da. Chociaż kto wie, może Sulley będzie kolejnym Paulinho?

* cytaty z referencji scouta Legii Radosława Kucharskieg

SANDRO KULENOVIĆ (Chorwacja) Legia Warszawa -> Juventus Turyn U19

I ostatni z zawodników jakich Legia oddała przed sezonem. Kulenović to młody 18-letni napastnik. Ściągnięty na Łazienkowską za mniej jak 100 tys. euro nie byle skąd, bo z chorwackiej kuźni talentów Dinama Zagrzeb. Kulenović w swojej ojczyźnie uchodzi za ogromny talent i nadzieję miejscowego futbolu. Reprezentant Chorwacji U19 nie zdążył przekonać do siebie szkoleniowców pierwszej drużyny Legii. Młody napastnik grywał z powodzeniem w rezerwach (26 spotkań, 8 bramek) i juniorach w rozgrywkach Młodzieżowej Ligi Mistrzów (6 - 2), jednak do pierwszej drużyny 
(nie wiedzieć czemu) było mu ciągle daleko. Szansę na pozyskanie potencjalnej gwiazdy wyczuł sam Juventus Turyn. Ściągnął więc do siebie Chorwata, dając mu szansę nie do odrzucenia. Kulenović prezentuje się w młodzieżowych drużynach Juve na tyle dobrze, że zapewne działacze Starej Damy będą zainteresowani transferem definitywnym. Co na to Romeo Jozak, pod którego okiem napastnik wyrastał w Dynamie? To się okaże niebawem.

VANJA MARKOVIĆ (Serbia) Korona Kielce -> Vardar Skopje

23-letni Serb spędził w Kielcach 5 i pół roku. Korona wyciągnęła go jako młodego chłopaka z drużyn młodzieżowych Partizana Belgrad. Defensywny pomocnik początek w Koronie miał nawet niezły, późniejsze lata już tak dobre jednak nie były. Serb grał z różnych względów mało, tak na prawdę pełnię możliwości pokazując dopiero w swoim ostatnim sezonie w Polsce, kiedy to rozegrał 30 meczów, w których strzelił 2 gole. Z ciągle jeszcze przecież młodym pomocnikiem nie przedłużono kontraktu i ten z kartą w ręku przeniósł się do macedońskiego Vardaru Skopje, zamykając swój dorobek w naszym kraju na 70 występach i 3 golach. W słabej lidze macedońskiej na początku wchodził z ławki, z czasem wywalczając sobie miejsce w pierwszej jedenastce. Serba zapewne nie byłoby w tym zestawieniu, gdyby nie jego mecze w Lidze Europy. Vanja 5 razy pojawiał się na boisku w tych rozgrywkach. Wprawdzie jego Vardar był niemiłosiernie poniewierany przez grupowych rywali, ale doświadczenie zdobyte zostanie. Mam przeczucie, że o byłym młodzieżowym reprezentancie Serbii jeszcze usłyszymy.

RYOTA MORIOKA (Japonia) Śląsk Wrocław -> Waasland-Beveren

Truskawka na torcie niniejszego posta. Japończyk przychodził do Wrocławia jako spory talent, reprezentant Kraju Kwitnącej Wiśni, inwestycja na przyszłość i w końcu wzmocnienie Śląska. 26 dziś latek całą swoją seniorską karierę spędził w japońskim Vissel Kobe, kręcąc tam imponujące liczby - w 161 meczach zdobył 27 goli i zanotował 29 asyst. W Polsce miał być gwiazdą. Oczekiwania szybko zweryfikowało boisko. Owszem Morioka do ananasów nie należał, zdarzały 
mu się mecze ponad przeciętne, ale były również takie, obok których przechodził. Kolejny sezon miał dać odpowiedź jaką tak na prawdę wartość ma sympatyczny Japończyk. Morioka grał, 
był podstawowym zawodnikiem, ale na kolana nie powalał. Zaczęto mówić, że pomocnika chcą się pozbyć ze Śląska. On sam również Wrocławia nie trzymał się rękami i nogami. Licznik występów 
w drużynie dwukrotnego Mistrza Polski zatrzymał się na 53. Dla Śląska Morioka strzelił 15 bramek, asystował 11 razy. Czołowe europejskie kluby raczej nie zabijały się o reprezentanta Japonii. Najkonkretniejsze było belgijskie Waasland-Beveren, które za niespełna 300 tys euro wykupiło go ze Śląska. Jak się okazało, Belgowie zrobili interes co najmniej dekady. Otóż Morioka w Belgii 
w niczym nie przypomina przeciętnego piłkarza z Polskich boisk. Przebojowy "samuraj" z miejsca stał się liderem swojej nowej drużyny, ulubieńcem kibiców i jednym z lepszych ofensywnych pomocników całej Jupiler Pro Ligi!!! Występy w WB pokazują, że we Wrocławiu nie pomylili się 
co do potencjału zawodnika. W Śląsku nie potrafiono jedynie tego potencjału wydobyć. Dziś 26-letni Japończyk ma na koncie 23 mecze w Belgii z dorobkiem 9 goli i - co w jego przypadku ważne - 9 asyst. O jego błysku niech świadczy fakt, że zainteresowany ściągnięciem do do siebie jest wielki Anderlecht Bruksela. Jego realna cena na tą chwilę oscyluje w okolicy 3-4 milionów euro i wciąż rośnie. W Beveren zacierają ręce, a Śląsk patrzy na to z zazdrością...

ERIC JENDRISEK (Słowacja) Cracovia -> Skoda Xanthi

Kolejny z piłkarzy, którzy w Polsce mieli się odbudować. Słowak, który w 2. Bundeslidze rozegrał ponad 100 spotkań, a w Bundeslidze prawie 50, miał brylować na boiskach Ekstrakasy. CV pozwalało liczyć na co najmniej przyzwoite występy. Niestety po raz kolejny kibice w Polsce musieli przeżyć spore rozczarowanie. Niestary w sumie jeszcze Słowak niczym szczególnym na naszych rodzimych boiskach się nie wyróżniał. Podczas dwu i pół rocznego pobytu w naszym kraju zdążył rozegrać w koszulce Cracovii 91 meczów, w których zdobył 19 goli (83 - 18 w Ekstraklasie). Wynik dupy nie urywa zważywszy na fakt, że Jendrisek jeśli grał, to zazwyczaj na boisku przebywał przez 90 minut... Po sezonie 2015/2016, który był dla 33-krotnego reprezentanta Słowacji najbardziej udany (13 goli w Ekstraklasie) wydawało się, że być może napastnik spełni jednak oczekiwania. Nic z tego. Kolejny sezon z wynikiem ligowym 31 - 1 przelał czarę goryczy i Pasy pożegnały się z Erickiem bez żalu. Chętna na usługi byłego gracza Cracovii okazała się Skoda Xanthi. Zespół do hegemonów greckiej piłki raczej nie należy, więc wyniki jakie kręci w nim Jendrisek są zaskakujące! 15 ligowych spotkań i 6 goli pozwalają Słowakowi być kluczową postacią swojego nowego klubu. Mało tego, grecki klimat tak sprzyja odrzuconemu przez Michała Probierza zawodnikowi, że ten liczy się w walce o króla strzelców tamtejszej najwyższej ligi, mając na swoim koncie tyle goli, co na przykład wychwalany u nas pod niebiosa Alex Prijović.

FLORIN BEJAN (Rumunia) Cracovia -> Astra Giurgiu

Ostatnim opisywanym przeze mnie piłkarzem "wyplutym" przez Ekstraklasę jest Florin Bejan. Na początku 2016 roku Cracovia za młodzieżowego reprezentanta Rumuni zapłaciła drużynie ASA Targu Mures 100 tys. euro, co zdawało się być mega promocją. Ograny w silniejszej od polskiej lidze obrońca, wiosnę w Ekstraklasie miał taką sobie. 11 spotkań w lidze (9 od 1 do 90 minuty) i 5 żółtych kartek to cały dorobek Bejana. Sezon 2016/2017 to dla Rumuna koszmar. Ekstraklasową murawę powąchał dopiero w XVII kolejce (cały mecz z Niecieczą), wcześniej ani później nie grając już w Polsce ani minuty. Sytuację wykorzystała rumuńska Concordia Chiajna, która wypożyczyła obrońcę. W ojczyźnie Bejan pograł trochę w piłkę, zaliczając w nowych barwach 7 meczów. Powrotu do Cracovii już nie było. Pasy zrezygnowały z usług 26-letniego Rumuna, a ten zakotwiczył Astrze Giurgiu, co było dla niego strzałem w dziesiątkę. W 4 obecnie drużynie ligi rumuńskiej Bejan rządzi i dzieli w obronie, o czym świadczą statystyki - 20 spotkań, 19 w pełnym wymiarze czasowym. Co więcej, wracającego do formy stopera dostrzegł Cosmin Contra - selekcjoner Rumunii i kwestią czasu jest debiut byłego już zawodnika Cracovii w pierwszej reprezentacji swojego kraju. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz