setTimeout(“ga(‘send’, ‘event’, ‘read’, ‘20 seconds’)”,20000);

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE W OSTATNIM TYGODNIU

czwartek, 1 lutego 2018

Spadające gwiazdy Ekstraklasy, czyli mieli prochu nie wymyślić, a jednak!

Aby być gwiazdą polskiej Ekstraklasy, wcale nie trzeba przychodzić do niej z wielkim nazwiskiem. Czasem wystarczy pokopać na Cyprze, albo w Szwajcarii, by znaleźć się w TOP10 naszej rodzimej ligi. Ale co jakiś czas zdarzają się wyjątki. Transfer piłkarza z ciekawym CV, ewentualnie wychowanka Juventusu, czy innej tuzy europejskiego futbolu elektryzuje nas tygodniami. Potem przychodzi wielkie rozczarowanie, bo taki piłkarz kopie się po czole, obciążając znacząco budżet płacowy klubu. Odchodzi bez żalu i... jego talent ponownie eksploduje już w nowym klubie. Dziś zainspirowany przejściem Armando Sadiku do hiszpańskiego Levante przedstawiam ranking właśnie takich piłkarzy.

Armando Sadiku jeszcze w barwach Legii fot/FotoPyk

Nie tak dawno pisałem o piłkarskich "perełkach" opuszczających Ekstraklasę. Znajdziecie tam opinię choćby nawet o najnowszym nabytku Anderlechtu Bruksela Ryota Morioka.
Dzisiejszy post niech będzie niejako kontynuacją poprzedniego.

Kiedy piłkarz przeciętny, a może nawet słaby na tle Ekstraklasy przechodzi do ligi hiszpańskiej - wiedz, że coś się dzieje...

Nie szukałem kompletnych ogórków. Nie brałem pod uwagę też piłkarzy pokroju Traore, Dudy, Nikolicia czy Nakoulmy, którzy w naszej lidze robili różnicę. Wyszukałem piłkarzy podobnych w charakterystyce do Sadiku, którzy coś tam kopali, ale dupy nie urwali.

Sezon 2010/2011

Junior Diaz (Wisła Kraków) i Marcelo Sarvas (Polonia Warszawa) może do ogórków ligi nie należeli, bo byli w miarę dobrymi zawodnikami, ale ich dalsza kariera może zadziwić. Otóż Kostarykanin odchodził z ekipy Białej Gwiazdy po świetnym okresie w klubie. 800 tys. euro zdecydował się wydać na niego belgijski FC Brugge. W nowej drużynie Diaz zagrał tylko 16 razy (Brugge wypożyczało jeszcze obrońcę pod Wawel) i kiedy wydawało się, że reprezentant Kostaryki przepadnie w futbolowym świecie, za bezcen z Belgii wykupił go niemiecki Mainz! Diaz zadebiutował w Bundeslidze, ostatecznie rozgrywając w niej aż 69 meczów, co jest wynikiem budzącym podziw. Po przygodzie w Munguncji zawodnik nie zaliczył jakiegoś spektakularnego zjazdu. Pograł jeszcze w Darmstad i Wurzburger Kickers, by w wieku 34 lat wrócić do ojczyzny, reprezentując miejscowe Herediano.

Drugi z opisywanych zawodników brazylijski pomocnik Marcelo Sarvas do Polonii przechodził ze Szwecji, więc nic dziwnego, że jego nazwisko nic nikomu nie mówiło. W Polsce pokazał się z niezłej strony, więc wielu pukało się w czoło, kiedy odchodził ze stolicy do Kostarykańskiego Alajuelense. Egzotyczny przystanek nie był dobijaniem do emerytury. Wręcz przeciwnie! Brazylijczyk po roku grał już w... Los Angeles Galaxy, gdzie na boisku był partnerem legendy amerykańskiego soccera Landona Donovana, a piłkę zagrywał do Robbiego Keane'a. Niezły progres... To, że później ramię w ramię grał razem z samym Davidem Beckhamem można uznać za ciekawostkę. W Galaxy Sarvas wystąpił w 117 meczach, zanotował przy tym 11 goli i 12 asyst. Po odejściu z Los Angeles pomocnik kontynuuje karierę w USA, gdzie zakładał trykot drużyny z Kolorado, a obecnie D.C United, gdzie jest - mimo sędziwego jak na piłkarza wieku - motorem napędowym drużyny.

Sezon 2012/2013

Thiago Cionek. Etatowy reprezentant Polski, mający na swoim koncie kilkadziesiąt meczów w Serie A i grubo ponad setkę w Serie B, odchodził z Jagiellonii jako przyzwoity, ale nie jakoś wybitnie zdolny obrońca. Nawet dziś wielu ma zastrzeżenia co do powoływania do kadry ostatniego "farbowanego lisa". I mimo iż Ekstraklasy nosem nie wciągnął, mimo że trafiają mu się i we Włoszech słabsze mecze, to można go spokojnie nazwać solidnym rzemieślnikiem. Kilka dni temu zagrał ponownie w Serie A w koszulce SPAL, które zdecydowało się go wykupić z grającego o powrót do elity Palermo, a to już o czymś świadczy. Dodatkowo fakt, że Cionek z miejsca znalazł się w wyjściowej jedenastce beniaminka włoskiej ligi, przemawia za nim. 

Sezon 2013/2014

Kiedy Legia w 2012 roku ściągała reprezentanta Słowenii, wydawało się, że złapała Pana Boga za nogi. Marco Suler, bo o nim mowa, oprócz tego, że wycisnął z klubowej kasy spore grosze (w tamtym czasie był najlepiej opłacanym piłkarzem Legii) nie zasłynął niczym szczególnym. To bodaj pierwszy poważnie przepłacony piłkarz ściągnięty na Łazienkowską. Po nim lawinowo posypały się transferowe niewypały. Nic dziwnego, że Legia już po pół roku oddała go do Mariboru bez mrugnięcia okiem. Powrót do ojczyzny wyraźnie posłużył obrońcy. Suler grał dobrze (zresztą jak cała jego nowa drużyna), a uwieńczeniem dobrej formy była okazja zagrania w elitarnej Lidze Mistrzów! Niesamowita historia. 34-letni dziś Marko nadal występuje w Mariborze.

Jak wiele w karierze piłkarza zależy od dobrej agencji menedżerskiej niech świadczy przykład Donalda Djousse. Przez dwa i pół roku w Pogoni Szczecin zaliczył 27 meczów, okraszonych 3 bramkami. Jak na napastnika wynik taki sobie. Kiedy w Szczecinie zrozumieli, że Djousse Pogoni nie zbawi, pogonili (hehe) go, a ten znalazł sobie klub w Algierii. Po pół roku wrócił do Polski, ale już na zaplecze Ekstraklasy, gdzie bronił barw Pogoni Siedlce i Olimpii Grudziąc. Nagle, ni stąd ni zowąd gruchnęła informacja, że sympatyczny Kameruńczyk zagra w Portugalskiej najwyższej lidze w zespole Maritimo! Donald tyle co potykał się z takimi potęgami jak Puszcza Niepołomice, czy Chojniczanka Chojnice, a tutaj przyjdzie mu się zmierzyć z FC Porto, Benficą i Sportingiem Lizbona. Najlepszym zakończeniem tej historii jest to, że Djousse grał w Portugalii regularnie, a nawet strzelał tam gole (jeśli napiszę, że dwukrotnie trafiał do siatki Porto, uwierzycie? A jednak!).

Costa Nhamoinesu to piłkarz, na którego nazwisku łamali sobie języki komentatorzy Ekstraklasy. Reprezentant Zimbabwe jak na nasze warunki był niezłym obrońcą. Wydawało się, że z Zagłębia Lubin odejdzie do lepszej ligi jak czeska. Życie potoczyło się inaczej i Costa wylądował w Sparcie Praga. Czarnoskóry piłkarz narzekać absolutnie nie może, bo ze Spartą regularnie występuje w Lidze Europy oraz zdobył Mistrzostwo Czech, będąc jej podstawowym graczem.

Kolejnym piłkarzem, którego kariera poza Polską potoczyła się nad podziw dobrze jest Milos Kosanović. Sprzedając Serba do belgijskiego Mechelen za 300 tys. euro, Cracovia myślała, że zrobiła dobry interes. Jakie było zdziwienie w Krakowie, kiedy za byłego zawodnika "Pasów" już dwa lata później Standard Liege zapłacił aż 2,4 mln euro! Kosanoviciowi w Belgii szło świetnie. Grał na tyle dobrze, że zdążył nawet zadebiutować w reprezentacji swojego kraju, nic zatem dziwnego, że mający duże aspiracje Standard się na niego pokusił. Pół roku temu Serb został wypożyczony do tureckiego Goeztepe, gdzie jest podstawowym piłkarzem swojej ekipy.

Sezon 2014/2015

Sergij Kizniczenko. Zapewne nie było by Kazacha w tym zestawieniu, gdyby nie gole strzelone naszej kadrze w meczu eliminacyjnym MŚ (2:2). Były zawodnik Korony Kielce nastraszył nas w tym meczu nie na żarty, dwukrotnie pokonując Artura Boruca. W Ekstraklasie Kizniczenko rozegrał 27 meczów, strzelając 2 gole. Na naszą ligę był raczej za słaby, więc powrót do ojczyzny był dla niego wskazany. W kazachskich Aktobe i Tobole Kostanaj radził sobie dużo lepiej, przez co zaczął grać w reprezentacji swojego kraju (do tej pory zdarzały mu się jedynie epizodyczne występy). Sergijowi najlepiej jednak na dalekim wschodzie, bowiem miał w międzyczasie kolejne podejście do "zachodniej" piłki w białoruskim Szachtiorze Soligorsk. Kariery jednak podobnie jak w Polsce nie zrobi

Sezon 2015/2016

Kolejny prezentowany zawodnik nigdy chyba tak na prawdę nie dostał prawdziwej szansy na pokazanie pełni swoich możliwości w Ekstraklasie. Moim zdaniem za wcześnie skreślony z Legii. Mógł dać klubowi znacznie więcej. Mowa oczywiście o Orlando Sa, czyli napastniku, w którego stronę dziś z Łazienkowskiej spoglądają z utęsknieniem. Portugalczyk miał być wzmocnieniem "Wojskowych" i (co potwierdził drugi sezon jego pobytu w Polsce) raczej takim był. Zagrał dla Legii 42 mecze, strzelił 15 goli plus 5 asyst. Szkoda, że Portugalczyk tak mało grał, bo jego dorobek zwłaszcza strzelecki mógłby być znacznie, znacznie większy. Legia dobrze na nim zarobiła, bo Reading zapłaciło 1,5 mln euro. Mimo, iż Sa już kilka klubów w swojej karierze zaliczył, to chwilę pograł jeszcze w Izraelu (Maccabi Tel Aviv), by na dobre osiąść w Belgii, gdzie dla Standardu Liege ładuje jak z armaty. Do tej pory w Belgii zdobył aż 28 goli w 57 meczach. Może i Satandard zawodzi, ale na Sa może zawsze liczyć, nie dziwi więc fakt, że kibice z Liege go uwielbiają.

Ivan Trickovski to kolejny odpalony z Legii piłkarz. O ile oddanie Sa mogło dziwić, to Trickovski nie spełnił pokładanych nadziei. Macedończyk zanim trafił na Łazienkowską trochę świata zjeździł, co nie zmieniało faktu, że miał być motorem napędowym stołecznej ekipy. Jak by to napisać... motor nie odpalił. Pomocnik zaniżał poziom Mistrza Polski, a trafiały mu się wprost żenujące występy. Trickovskiego przygarnął cypryjski AEK Larnaca i zrobił świetny interes. Reprezentantowi Macedonii ciepły klimat sprzyja, o czym dobitnie świadczą jego statystyki 70-33-8. No cóż...

Sezon 2016/2017

Wild Donald Guerrier - uwielbiam tego gościa. Może nie był wirtuozem piłki, ale w Wiśle potrafił zrobić różnicę. O ile mu się oczywiście chciało. WDG ma oprócz piłki milion różnych zajęć, więc można mu wybaczyć ;) Ale do rzeczy. Haitańczyk grał nieźle w Ekstraklasie. Nie potrafił jednak utrzymać dłużej wysokiej formy. Wisła oddała go raczej bez żalu do Alanyasporu. W Turcji podobnie jak w Wiśle wybitne spotkania przeplatał słabymi, co i tak nie przeszkadzało Azerom z Quarabagu zakontraktować go. Dla Guerriera był to transfer życia. Pokazał się w Lidze Mistrzów, jest gwiazdą ligi azerskiej, bożyszczem kibiców swojego klubu, którzy dodatkowo nabijają mu sakwę, robiąc zakupy w jego firmowym butiku "77". Swoją drogą bardzo fajne ciuszki projektuje były Wiślak.

Denis Popović to kolejny Wiślak, który opuścił Białą Gwiazdę w sezonie 2016/2017. Słoweniec pod Wawel trafił z polskiej I ligi i początkowo nic nie wskazywało, że może stać się znaczącą postacią ekipy z Reymonta. A jednak! Pomocnik stopniowo budował swoją markę, powoli wywalczając sobie pierwszy skład. Z białą gwiazdą na piersi rozegrał 50 spotkań, strzelił 5 goli i 2 razy otwierał kolegom drogę do bramki. Z Krakowa trafił do beniaminka ligi rosyjskiej FK Orenburg, gdzie przeżył istne deja vu. Na początku pojawiał się na boisku w końcówkach, by na stałe wywalczyć sobie miejsce w składzie swojego nowego klubu. Orenburg spadł z ligi, ale jest na dobrej drodze, by szybko wrócić do elity, a Popović jest jednym z najlepszych piłkarzy wicelidera drugiej ligi rosyjskiej.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz