setTimeout(“ga(‘send’, ‘event’, ‘read’, ‘20 seconds’)”,20000);

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE W OSTATNIM TYGODNIU

czwartek, 5 kwietnia 2018

Z Ekstraklasy do raju, czyli epizodyczne przygody w Polsce Czerczesowa i reszty

Czy z Ekstraklasy można się wybić? Przykład RL9, czy Paulinho pokazuje, że tak. A co jeśli pod lupę weźmiemy nie piłkarzy, a trenerów?



Polskich trenerów pominę, bo na wymienienie tych pracujących za granicą szkoda czasu. Skupię się na zagranicznych szkoleniowcach, którym było dane stąpać po polskiej ziemi, a dziś zaszli znacznie wyżej.

Stanisław Czerczesow

Jego zatrudnienie w Legii było sporym zaskoczeniem. Opinia jakoby stosował w swojej pracy ogólny zamordyzm i metody rodem z sowieckiego łagru okazały się grubo przesadzone. Staszek okazał się swój chłop, a i wyniki przy nim Legia odnosiła całkiem niezłe. Prowadził Warszawiaków w 35 meczach, w których ugrał średnią 2,14 punktu, przy okazji zgarniając Mistrza i Puchar Polski. Czerczesow na dłuższą metę nie mógł osiąść w Polsce na dłużej. Po prostu dla Rosjan był zbyt cenny, o czym świadczyło zatrudnienie go w roli selekcjonera "Zbornej" w czasie przygotowywania się do Mundialu, którego Rosja będzie gospodarzem. Wprawdzie Czerczesow siedzi na gorącym stołku, ale po zwolnieniu z funkcji selekcjonera na oferty narzekał nie będzie. 

Jose Mari Bakero

Jedni wspominają go ze łzami w oczach, inni śmieją się z niego do rozpuku. Sympatyczny Hiszpan prowadził u nas dwa kluby: Polonię Warszawa i Lecha Poznań. I tu i tu szło mu tak sobie, ale to co zrobił z Kolejorzem w Lidze Europy wspominamy dziś i wspominać będziemy jeszcze długo. Po zwolnieniu z Poznania błąkał się biedny Jose po peruwiańskich ostępach, na chwilę zakotwiczył w ciepłej Kolumbii, o pobyt w której jego CV bogatsze się nie stało, aż tu nagle rękę w stronę swojej boiskowej legendy wyciągnęła sama wielka FC Barcelona, która obsadziła go w roli koordynatora rezerw i dwóch drużyn młodzieżowych. Bakero został obdarzony niewyobrażalnym wręcz zaufaniem, bo odpowiada za bezpośrednie zaplecze pierwszej drużyny Dumy Katalonii, a to oprócz obowiązku również wielki zaszczyt.

Pavel Hapal

Był raz taki trener Zagłębia Lubin. Nazywał się Pavel Hapal. Było to już stosunkowo dawno temu, a od tego czasu Czech zrobił niebywały trenerski postęp, choć już podczas pracy w Lubinie wieszczono mu świetlaną przyszłość. Najpierw po Hapala zgłosiła się słowacka federacja piłkarska, gdzie były już szef "Miedziowych" prowadził reprezentację U-21 naszych południowych sąsiadów. Trzeba przyznać, że ze słowacką młodzieżą radził sobie bardzo dobrze, odnosząc z nią 19 zwycięstw, 2 razy remisując i 7 razy przegrywając. Po przygodzie na Słowacji Hapal wrócił do ojczyzny jako trener Sparty Praga. U nas wciąż panuje przekonanie, że polska piłka klubowa jest wyżej od czeskiej. Wystarczy spojrzeć na poczynania i budżety wielkiej czeskiej trójki - Sparty, Slavii i Victorii Pilzno, by stonować nastroje. Hapal zanotował spory sportowy awans, a praca w Sparcie tak na prawdę zweryfikuje jego prawdziwe możliwości. 

Dan Petresu

Do dziś żałuję, że w Wiśle Kraków tak na prawdę nie dostał szansy pokazania swojego trenerskiego kunsztu, który jak pokazały dalsze lata jego szkoleniowej kariery, bez wątpienia posiadał. Dobra, zgodzę się, że przejmując stery w Wiśle, Petrescu był na trenerskim dorobku. Ale 23 mecze, w których wykręcił 2,09 punktu to za mało? Kto wie, w jakim miejscu zostawiłby Białą Gwiazdę, gdyby zaufano mu na dłużej... Na frajerstwie działaczy Wisły skorzystała Unirea Urziceni, którą Petrescu poprowadził aż do Ligi Mistrzów. Po ogromnych sukcesach odniesionych na peryferiach rumuńskiego futbolu, Dan przeniósł się do Rosji, gdzie pracował w Kubaniu Krasnodar i Dynamie Moskwa. W obu tych klubach szło mu nieźle. Po Dynamie były trener Wisły zarobił trochę w Katarze, poprowadził w jednym (?) meczu rumuńskie Targu Mures, spędził rok w Chinach, by ponownie zasiąść na ławce Kubania, grającego już wtedy na zapleczu rosyjskiej ekstraklasy. Petrescu szybko zatęsknił jednak za petrodolarami i już po kilku miesiącach znalazł robotę w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, by 10 czerwca 2017 roku przejąć będący w małym kryzysie CFR Cluj. Zmiana trenera na Petrescu pomogła drużynie, bo odkąd prowadzi ją 50-latek gra nad podziw dobrze, zmierzając pewnie po mistrzostwo Rumunii.

Ricardo Moniz

Będący aktualnie bez klubu Holender wywołał nie lada sensację obejmując w marcu 2014 roku mającą już wtedy mocarne plany Lechie Gdańsk. Szkoleniowiec z bogatym doświadczeniem miał być gwarancją sukcesu i inwestycją na lata. Moniz Lechię poprowadził w 9 meczach, po czym... uciekł z Gdańska do Monachium, gdzie miejscowe TSV zaoferowało mu pracę. Życie pokazało, że z pustego i Salomon/Moniz nie naleje. Holender opuścił Monachium po 8 meczach, a kolejny rok spędził w FC Eindhoven. Spełnieniem marzeń dla Moniza robota w holenderskim drugoligowcu raczej nie była, ale lepsze to niż bezrobocie. Po Holandii przyszedł czas na Danię, gdzie podobnie jak w Gdańsku zaledwie 9 razy Ricardo poprowadził Randers. Od początku tego roku Moniz jest na "kuroniówce", ale jego wojaże po przygodzie w Polsce i tak wyglądają całkiem przyzwoicie.

Besnik Hasi

Co tu dużo pisać? Zacytuję klasyka "Hasi się kurwa skompromitował tym wystąpieniem kompletnie..." :D
No cóż, na czar Albańczyka dali się nabrać w Legii, dali się nabrać też w Pireusie. Widać Hasiemu najlepiej było w Brukseli, ale jego zatrudnienie - już po pobycie Warszawie - w klubie pokroju Olympiakosu, to jak by nie było sportowy awans. I to tyle w tym temacie. Dziś Besnik podobnie jak wyżej wymieniony Muniz odwiedza co dwa miesiące Urząd Pracy i ten stan zapewne szybko nie ulegnie zmianie.

Thomas von Heesen

To był dopiero wynalazek! Kolega kolegi właściciela Lechii Gdańsk polecił Niemca na stołek trenera. Patrząc na CV, coś tam gostek potrenował, jakieś tam mecze wygrywał, a że lepiej czuje się za biurkiem pukając cygaro, pokazał najlepiej jego pobyt w Gdańsku. Nijakość przemawiała przez niego od pierwszego, do ostatniego dnia pobytu w Lechii. Ogólnie rzecz ujmując nie pasował ani do klubu, ani do Polski, ani do dupy. Z Lechią zdobył 11 punktów i z podkulonym (a gdzie tam!) ogonem wrócił do Niemiec, do HSV, gdzie jest teraz pełną gębą doradcą kierownictwa do spraw sportowych. Ten to się potrafi ustawić!

Podsumowując, jak widać są trenerzy, którzy po Ekstraklasie nie płaczą/płakali. My dziś tęsknimy szczególnie chyba za Czerczesowem, który był chodzącą maskotką Legii, ale trzeba mu przyznać, że robotę porządną robił. Mile wspominamy Bakero i Petrescu, z zazdrością patrzymy na rozwój Hapala, a o reszcie chcemy jak najszybciej zapomnieć...

A który z obecnych trenerów w Ekstraklasie ma szansę po pobycie w naszym kraju na porządny angaż? Bjelica? Lettieri? Jozak?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz