setTimeout(“ga(‘send’, ‘event’, ‘read’, ‘20 seconds’)”,20000);

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE W OSTATNIM TYGODNIU

sobota, 23 czerwca 2018

Pomiędzy Senegalem, a Kolumbią

Rozkręcają się mistrzostwa. Dobry to jest mundial, gdzie dyspozycja maluczkich zaskoczyła tuzy światowego futbolu. Jest on doskonałym potwierdzeniem tezy, że na świecie (a zwłaszcza na turnieju tej rangi) nie ma już słabych drużyn, bo jeśli przegrywają Niemcy, jeśli Brazylia niemiłosiernie  męczy się z Kostaryką, Argentyna jest na skraju odpadnięcia z turnieju, a... Polskę leje Senegal, to coś w tym musi być.

Grzechy Nawałki

O meczu Polaków z Senegalem powiedziano i napisano już wszystko. Z jednymi opiniami się zgadzam, z innymi nie. Dla mnie ten mecz to ogromne rozczarowanie. Tak na prawdę do teraz, na przed dzień meczu z Kolumbią nie do końca jestem jeszcze pozbierany.

Mecz można wygrać, przegrać, albo zremisować. Tak miał w zwyczaju mawiać nieodżałowany Kazimierz Górski. Ależ w tych słowach ukryta jest mądrość! Polacy z Senegalem przegrali. Przegrali jeszcze w szatni, a kto wie, czy nie w hotelu w Soczi, a może nawet jeszcze w Arłamowie. To nie była ta kadra, która wolą walki, wyszarpała niejedno zwycięstwo. Piłkarze byli totalnie bez gazu. Wszyscy!

Nie będę wnikał w taktyczne aspekty ustawienia Nawałki, ani jego wybory personalne. Czasem tak już jest, że się nie trafi. Rozumiem. Ogólnie uważam selekcjonera za bardzo dobrego trenera i świetnego analityka piłkarskiego. W spotkaniu z Senegalem jednak moim zdaniem właśnie takie podejście nas zgubiło. Piłka nożna tak jak każdy inny sport nie jest czarno-biały. Można przewidzieć i wypracować różne rzeczy, ale skuteczny i efektowny futbol opiera się na wydarzeniach nieprzewidzianych, na spontaniczności, ryzyku i żywiole poszczególnych piłkarzy. Tu tego żywiołu nie widziałem. Gdzie rajdy Grosika, szybkie akcje Zielińskiego, niekonwencjonalne zagrania Lewandowskiego, czy w końcu nieprzewidywalne piłki od Krychowiaka? Tego nam zabrakło. Dobrze przygotowany Senegal schematy nasze znał, brutalnie tą wiedzę wykorzystał i wygrał, tym bardziej, że nie przeciwstawiliśmy mu żadnych wykraczających poza założony schemat wariantów. No właśnie "warianty". Ich też zabrakło, a miało ich być tak wiele...

Trener Nawałka nie ryzykował. Bał się zmian, bał się w trakcie meczu - już przegrywając - zaryzykować szybką zmianę koncepcji. Po przerwie Senegal był już na nasze zmiany gotowy, więc mało one wniosły.

Dostrzegam małą różnicę pomiędzy meczami eliminacyjnymi, a pierwszym turniejowym. I nie chodzi tutaj o teoretycznie słabszych rywali. Eliminacje toczyły się w trakcie sezonu. Piłkarze na zgrupowania przyjeżdżali w gazie, w formie klubowej (a większość była w wybitnej). Przygotowania do meczu trwały 3-4 dni, więc Nawałka przeprowadzał kilka jednostek treningowych. Ciężko było coś zepsuć. Tutaj sytuacja była inna. Sezon się skończył, selekcjoner miał do dyspozycji kilka tygodni. Treningi odbywały się nawet dwa razy dziennie, po 2-2,5 godziny. Pole do popisu było.
Po raz drugi powtarzam, że bardzo trenera Nawałkę szanuję i cenię, ale po takim meczu przygotowanie do turnieju to śliski temat, którego nie da się ominąć.

Jeszcze jedna (obiecuję, że ostatnia) sprawa dotycząca meczu z Senegalem. W żargonie piłkarskim mówi się, że piłkarza można przemotywować. Wtedy chłopina chce bardzo, a nie może. Można go także zdemotywować, kiedy to z kolei może, ale nie chce. Przemotywowania po naszych piłkarzach raczej nie było widać. O zdemotywowaniu też raczej nie ma tutaj mowy. Po prostu ci nasi bohaterowie mieli pełne pory. Każdy z piłkarzy wyjściowej jedenastki bał się odpowiedzialności, ryzyka.

Obrazem, którego nie chciałem oglądać było przytulanie się po spotkaniu RL9 ze swoją żoną. Po takim czymś Lewy powinien wpaść do szatni jak szatan i zrobić tam - za przeproszeniem - rozpierdol. Było buzi z żonką i ciche "nic się nie stało". Nie rozumiem kompletnie, bo się stało!

Mecz o wszystko

Spotkanie z Kolumbią będzie bardzo ciężkie. Całym sercem jestem za kadrą. Wierzę, że sztab i piłkarze wyciągnęli wnioski po klęsce w pierwszym meczu i zobaczymy walczących, ambitnych Polaków. Być może nie damy rady wygrać, może nawet nie zremisujemy, ale zostawmy serce na boisku.

Obyśmy jeździli na dupach, gryźli trawę, a na bramkę Kolubijczyków niech sunie atak za atakiem. Obojętnie już jakim składem i jaką taktyką wyjdziemy, pokażmy swoją wartość i to, że nam zależy. Bardzo tego sobie i Wam życzę...


1 komentarz:

  1. Mi się wydaję że przegramy bardzo wysoko z Kolumbią. Nic nie widzę pozytywnego przed meczem.

    OdpowiedzUsuń